wtorek, 18 lutego 2014

ja - mama cz.2

Ja - mama (nie) decyduję.


Ponad 3 lata temu, będąc w ciąży z córką mą zaczęłam dużo czytać,  szukać informacji na temat produktów spożywczych najpierw, później dotyczące dóbr spoza tej kategorii. Odnośnie ich zawartości,  wpływu na zdrowie, pułapek marketingowych stosowanych na konsumentach. Początkowo ze względu na moje dziecko. Jednak im więcej czytałam, tym ostrożniej  wybierałam produkty dostępne w sklepach. Jako główna żywicielka Hani nie chciałam odżywiać się byle jak. Wcześniejsze nawyki ulegały powoli zmianom. W pierwszej kolejności zrezygnowałam z fast foodów wszelkich. Później przestałam jeść pewne rodzaje mięs, białe pieczywo, wszelkie gotowce. I tak się to potoczyło dalej. Mój Ci On patrzył na mnie jak na wariatkę, inni z resztą też.
Wprowadziłam pieluchy wielorazowe,  do diety kaszę jaglaną [dotąd jej nie znałam], jogurty naturalne zamiast smakowych, brązowy cukier i wiele jeszcze innych zamian dokonałam,  ale o tym napiszę później.

Wkurza mnie nie przeciętnie od chwili narodzin Hani postępowanie wszystkich na około typu "ja wiem lepiej", "niech spróbuje" czy "nie wymyślaj" na każdą moją postawę wobec MOJEGO dziecka. Wszelkie dobre rady, wciskanie jej czegokolowiek (najczęściej słodyczy oczywiście) bez mojej aprobaty, wiedzy.
Tak jest niestety od zawsze, bo każdy wie lepiej. Lepiej niż ja kochająca moje dziecię w sposób niemierzalny! Ja -mama nie mogę dbać o swoje maleństwo tak jak ja chcę...
To ja mam prawo decydować o wszystkim co wiąże się z moimi dziećmi. Tym bardziej, że to ja chcę dla nich jak najlepiej i właśnie czytając etykiety, szukając zdrowych i smacznych alternatyw to pokazuję. Mój Ci On już się przekonał do niektórych rozwiązań.  Do reszty przyzwyczajam go stale.
Chciałam żeby Hania poznała jakiekolwiek słodycze przynajmniej po 3 roku życia.  Po co jej one wcześniej pytam? Nie udało się.
Chciałam żeby nie wiedziała co to oranżady, napoje sztuczne, niby soki, tym bardziej cole i gazowane inne butelkowce. Nie udało się.


Ja - mama (nie) decyduję. Gdy mówię raz nieśmiało żeby kogoś nie urazić to nikt nie słyszy /bagatelizuje. Gdy mówię drugi raz - chyba jest to zabawne jak bym opowiedziała kawał.  Trzeci raz już nie mówię, poddaję się choć boli mnie ten fakt okrutnie, bo stawiam innych na miejscu pierwszym czyli mojej niuni... bo nie chcę kłótni,  dyskusji, z których i tak nic nie wynika.
Ja nie chcę zrobić przykrości innym...a czy oni wiedzą,  że robią przykrość mnie? :((

Proszę uszanujcie to, że:

  • nie chcę żeby moje dzieci jadły chipsy  i słodycze przeróżne garściami, jako coś normalnego [jak pani stomatolog nam powiedziała lepszy kawałek czekolady niż lizaki, cukierki i gumy]
  • nie daję im do picia żadnych napojów gazowanych typu cola, sprite itp.  a także soków nie - soków, nektarów, bo w nich nie ma prawdziwych owoców tylko masa E wspomagaczy 
  • nie jedzą fast foodów, gotowych dań w 5minut, zupek magicznych, chińskich itd.
  • rzadko podaję jogurty tzw. owocowe lub z dołączonymi cukierkami czy tam czymś
  • płatków śniadaniowych kulek mocy, czekoladowych i wszystkich tych dzieci ulubionych
  • nutelli
  • parówek
  • wędlin i szynek niewiadomego pochodzenia
  • nie używam kostek rosołowych ani maggie



Jemy za to:
  • NUMEREM JEDEN są chrupki kukurydziane - wszędzie i w każdej ilości 
  • dużo owoców i warzyw
  • orzechów i nasion
  • musli
  • jaja kur nieklatkowych czyli 0, 1 rzadko 2
  • kasze wszystkie i rośliny strączkowe
  • makaron ciemny lub z pszenicy durum żaden jajeczny 
  • własne przetwory
  • pijemy dużo wody i soków wyciskanych


Mogę sobie być wariatką. Ja nie mówię nikomu jak ma żyć i  oczekuję tego samego.


Nareszcie to z siebie wyrzuciłam
♡♥♡


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz