wtorek, 24 marca 2015

10 rzeczy

Na jednym blogu zobaczyłam listę 10 rzeczy czyniących Cię szczęśliwym.


Też taką zrobiłam.

1. Uwielbiam wprost zastanawianie się, wyszukiwanie prezentów. Zawsze jest ktoś do obdarowania!
2. Zakupy. Zminimalizowana do granic ta przyjemność stale mi towarzyszy i już chyba nie opuści...
    {Mam na nią sposób, bo czasem wystarczy samo przejście się po sklepie i podotykanie rzeczy bez finałowego obrotu gotówkowego. W najgorszym wypadku są to 'must hevy' lub ' perełki' o wartości mierzalnej małymi nominałami)
3. Ludzie. Przebywanie z nimi, rozmawianie, imprezy wszelkie urodzinowo - okolicznościowe!!!! o tak!
4.  Nieoczekiwane zachowanie moich kiddosów. Coś nowego, dziwnego, słodkiego, wzruszającego. Wszystko to sprawia, że cieszę się, że Je mam!
5. wszystko nowe: nowe miejsce, nowy ktoś, nowe doświadczenie i tak dalej
6. Jak moje babcie, mówią, że czekały na mnie cały tydzień, tęskniły. Miłe to bardzo, że obchodzę kogoś. [są takie, które kojarzą fakty, ludzi, co robią]
7. jak moje upichcone coś nie coś smakuje, bo nie zawsze tak jest. jestem kiepska w proporcjach, doprawianiu i gotowaniu generalnie.
8. jak słucham muzyki. jakakolwiek by nie była wydziela mi endorfiny!
9. odczuwam szczęście gdy wysprzątam całe mieszkanie, porządnie się napocę i efekty widać dłużej niż pół godziny. w innym razie jestem wybitnie wkurzona.
10.czekolada w różnej postaci

sobota, 14 marca 2015

skooling

Muszę to napisać.
Po pierwsze obiektywnie, bo jest ogromna różnica między edukacją w Polsce a Wielkiej Brytanii.
Po drugie subiektywnie, bo przekonuję się o tym na przykładzie własnego dziecia.

Otóż wpierw ja- matka byłam zestresowana i zszokowana, gdyż ponieważ tak wcześnie tu dzieci idą do szkoły i od razu uczą się literek, cyferek, czytać. Dodatkowo nie często i w niewielkiej ilości  prace domowe - o zgrozo! Dzieci czy deszcz czy wiatr, że głowę urywa biegają na przerwach przed szkołą {coś specialnie dla polskich mam - z gołymi nogami  i jedynie sweterku, nie mówiąc o czapkach, szalikach i rękawiczkach! w porze zimowej}


W dniu wczorajszym odbyłam rozmowę z paniami nauczycielkami Hanny i tylko potwierdziłam swoje zdumienie postępem własnego dziecko mimochodem.
Ona nie siedzi w ławce i "uczy się" przymusowo jak i dzieci starsze w klasach wyżej a jeśli już to w ławkach łączonych więc chciał nie chciał w grupach.
Cały dzień to zabawa z elementami nauki. Mimochodem. Łatwiej i przyjemniej.
Co więcej oprócz zabawy w typowe zabawy dzieci małych jest również eksperymentowanie, wykonywanie doświadczeń, mnóstwo prac manualnych oraz duuuuużo ruchu.

I tak pomijając fakt, że Hanca ma najmłodsza w swojej klasie, bo sierpień to ostatni miesiąc naboru na dany rok szkolny, oraz stopień znajomości języka angielskiego oraz zasad panujących w instytucjach  jak przedszkole czy szkoła, sam postęp w rozpoznawaniu liter, cyfr, liczeniu jak i  czytaniu prostych słów poprzez literowanie jest naprawdę zdumiewający!
Jestem tak dumna, że muszę dodać fakt mówienia po angielsku w stopniu naprawdę bardzo dobrym dającym mojej liderce nawet większe pole do prezentowania swojej osobowości zauważone przeze mnie i Jej otoczenia a potwierdzone przez panie Ją uczące.
Mogę śmiało powiedzieć, że każdego tygodnia czymś mnie zaskakuje!
Nikt mi teraz nie powie, że 6 latki nie powinny uczęszczać do szkoły, bo to zabranie dzieciństwa- choć zgadzam się, że w Polsce tak może być jako, że cały system edukacyjny nie jest rozwinięty odpowiednio.
To właśnie teraz ich mózgi chłoną najwięcej, bez żadnego uszczerbku.
I to nie jest dla nich za dużo.

Oczywiście w starszym wieku dojdzie więcej nauki a mniej zabawy, bo teraz to odpowiednik zerówki więc wstęp do całego procesu, ale i tak zmieniam moje nieprzychylne zdanie.
Jest coś w tym, że dzieci mają więcej swobody - chociażby nie tkwiąc w ławkach bite ileś tam godzin. Mają czas na bycie dziećmi nie dostając prac domowych - wystarczy to co robią w szkole.
Gdy są w ruchu, jest im ciepło nawet grając w lekkich opadach lub porywach tego masakrycznego tutejszego wiatru a przy okazji się hartują.
Szkoła jest naprawdę przyjazna, wesoła, przeważnie limitowana, tzn. liczba dzieci jest taka aby każdy każdego znał, choćby tylko z widzenia!
Nie ma takiej separacji młodszych od starszych lub jednej klasy od drugiej. Jak dla mnie super!
Ba! Nawet nauczycieli wszystkich dzieci znają ....i nauczyciele większość dzieci jeśli nie wszystkie [łącznie z dyrektorką witającą wszystkich na boisku każdego dnia]
Poza tym fantastyczna jedność.
Jak jest dzień piżamowy - to wszyscy bez wyjątku w tychże przychodzą. Nauczyciele także!!!!
Niesamowite - jakoś tak sympatycznie widzieć w pedagogu człowieka.
Dzieci nie noszą ogromu książek w te i wewte. Czasem jakąś żeby w domu pracę domową odrobić, ale nie piętnaście. Książki są te przekazywane z roku na rok, dlatego rodzice ich nie kupują. Po prostu dzieci po nich nie piszą. Wszystko umieszczają w zeszytach.
Szkoły dbają również o rodziców, czasem organizują dyskoteki dla mam i tatów, specjalne spotkania bez dzieci no i oczywiście te festyny, gdzie rodice się angażują wszystko organizując.
Mamy znają inne mamy i częściej nawiązują się kontakty ściślejsze.

Najbardziej jednak podoba mi się podejście do dziecka jako do indywiduum. Moje nauczycielki wiedzą wszystko o Hani jaki o każdym innym dziecku z klasy z osobna! Czy zjadła lunch, czy była smutna, czy się zraniła, z kim lubi się bawić najbardziej czy bardziej lubi malować czy bawić się w dom itp itd.
Każde dziecko ma swój folder a w nim zdjęcia jak  coś wykleja, jak przyjeżdża straż pożarna żeby pokazać jak się gasi pożar, jak była przebrana na obchody przywitania chińskiego roku albo jakie miała malowidła na rękach wykonane henną w tygodniu dotyczącym Indii. Wszystkie zdjęcia oprawione komentarzem nauczycielek typu "Brawo, udało Ci się"," Cierpliwie układałaś te puzzle choć Ci nie wychodziło' czy "Pamiętasz jak próbowałaś zrobić...bardzo się starałaś", Piękne uczucie oglądać swoją pociechę oczami innych z notką o docenieniu, zauważeniu....I na koniec roku dostaniemy to na zawsze :)

---------------------------
A propo Hani mojej, dowiedziałam się, że:
odkąd Jej zdolności wyrażania siebie w języku angielskim bardzo się zmieniły pokazuje swój charakter dobitnie: dryguje innymi, poucza, śpiewa, rzuca dowcipami - nauczycielki mówią, że jest niemożliwa zawsze wie co w danej chwili powiedzieć, jak zażartować.
Ponadto lubi sprzątać i karci innych za nie robienie tego. ekm.......
Każdego dnia ma mnóstwo energii i jest aktywna cały dzień, z uśmiechem na twarzy i ekscytacją.
Jest bardzo czuła, lubi się przytulać do Pań i dba o bobasa w brzuszku jednej z pań jak nikt inny: głaszcze, robi laurki, pyta czy wszystko z dzidzią ok często.
Jest żywiołowa, jak się denerwuje to używa siły, mało tego wie, że robi źle, bo zaraz przeprasza.
Jej ulubioną koleżanką jest obecnie Shona a zaraz potem Naomi.
Wciela się w role mamy, sklepikarki, księżniczki jak prawdziwa aktorka.
Lubi szkolny lunch - który bądź co bądź nie jest taki zły jak się dowiedziałam z bardzo dokładnego opisu i często jest niezadowolona jak mama daje coś z domu, więc nie je nic, żeby dostać ten na miejscu. Spryciula.
Bardzo dobrze idzie Jej z pisaniem a jeszcze lepiej z czytaniem. Zrobiła ogromny postęp w tej kwestii.
Rwie się do wszelkich aktywności szczególnie tych artystycznych.
Wszystkich zaprasza na swoje urodziny.
Cała ona.
Moja Hanica.









piątek, 13 marca 2015

kim byłby człowiek bez drugiego człowieka

Od dziś mamy nową współlokatorkę!
Bo gdy koleżanka z pracy powiedziała mi w jakich warunkach mieszka i z jakimi ludźmi to nie było wyjścia jak tylko przenieść Ją do nas. Tak jak my od początku nie ma lekko i jest bardzo zestresowana.
Vania pochodzi z Bułgarii a wiele lat mieszkała we Francji. Po burzliwych zajściach swych prywatnych wróciła do kraju ojczystego,  w którym podobnie jest jak w Polsce. Przyjechała do Londynu. Miała obiecaną pracę.  Coś nie wyszło. Nie ma tu nikogo i nie zna dobrze angielskiego, ale próbuje ułożyć swoje życie od nowa. Brawo za odwagę -mimo przeciwnościom a raczej wyzwaniom na przeciw.
Dzieci się cieszą z nowej cioci, ja z Jej obecności i pomocy w codziennych niekończących się obowiązkach.


♡♥♡

red nose day today




[Czyli ogólnokrajowa akcja charytatywna dzięki której dzieci idą do szkoły w piżamach, z czerwonym nosem i gotówką]

piątek, 6 marca 2015

ON- Mój Ci On

Mój Ci On.
Jeszcze o nim nie pisałam.

Poznaliśmy się, ale nie zobaczyliśmy.
Później znów gdzieś minęliśmy i dopiero długo potem los nas spotkał znów.
Cwaniakowaty, przystojny, nie głupi, z poczuciem humoru.
Dobry materiał na fajnego kumpla.
Ale zaczął się starać. Pierwszy, który się starał mnie do siebie przekonać, długo to trwało.
Miłość od drugiego wejrzenia - jak mówi.
Upijał mnie wódką z colą hehehe, ale nie wykorzystywał.  Cierpliwy był i miły.
Dużo rozmawialiśmy o wszystkim. W rozklekotanym jego volgswagenie całe noce nie raz. Spaliśmy w tym samym łóżku tak po prostu.
Zapatrzony był we mnie jak w obraz. Wszyscy widzieli i ja też.
Sylwester 2008 - złożył mi trwające dobre 15 minut wyjątkowe życzenia na Nowy Rok. Pierwszy raz Go pocałowałam. Nie spodziewał się.
I się stało.
Dziwne uczucie w brzuchu, wypieki na policzkach, ekscytacja, randki.
Zakochanie.
Niespodzianka dla wszystkich moich. Bo jak to, że Mariolka, ta wybredna imprezowiczka, wieczna singielka???!!!
W moim życiu rozjaśniało. Wiele się zmieniło.
Jedną osobę straciłam....drugą zyskałam.
Inne nastawienie do życia,  inny adres...

Okres zakochania to nie jest dobry czas na poważne plany przyszłościowe.  Człowiek nie myśli racjonalnie, cieszy się ze wszystkiego i do wszystkich, nie widzi wad, jest beztroski i na haju.
Szacuje się,  że ten stan trwa około 3 lat. Później następuje chwila prawdy i powrót do rzeczywistości.
My po roku stanęliśmy przed największym wyzwaniem w życiu. Mieliśmy stać się wkrótce rodzicami. Mój Ci On od początku mi powtarzał, że On by już mógł, chciał.  Na co ja otwierałam tylko szeroko oczy. I tak chyba było. Gdy wyszły dwie kreski On się cieszył a ja płakałam...
bo nie teraz...studia, praca, mieszkanie, mamona...
On tłumaczył, że będzie dobrze.
I jakim jest ojcem?
Dobrym. Odpowiedzialnym. Kochającym. Dbającym. Starającym się.
Jaki jest ogólnie?
Pracowity, towarzyski, wrażliwy, dobry, życzliwy, uczuciowy. Ma duże poczucie humoru i dystans do siebie. 
Jakim jest partnerem?
Cierpliwym, ugodowym, starającym się w większości sprostać wyzwaniom oraz oczekiwaniom trudnej do współżycia partnerki, podporządkowującym się, czułym. Umie mówić, że kocha.

Nie często Go chwalę. Za rzadko. Narzekam wciąż. Na głos nie doceniam.
Są wzloty i upadki jak to w związku, kompromisy lub ich brak, wsparcie przyjacielskie i szczere rozmowy, kłótnie o byle co, głupawki, wyzwiska, trzaskania drzwiami, łzy...
Nasz związek jest skomplikowany.
Mimo to - dobrze trafiłam.
Jestem tego świadoma,  choć jako zołza nie okazuję.

---------------------------------------
Zdrowia, które najważniejsze,
spełnienia marzeń, prezesury ;)-
więcej spokoju i cierpliwości,
miłości.
♡♥♡