piątek, 23 maja 2014

bohaterka

Ja nie mam pojęcia naprawdę.
Czasem siadam i myślę, ale dochodzę do tych samych wniosków...
Kiedyś nie było tego wszystkiego...
pralek, lodówek, telewizorów, pełnych po brzegi sklepów, pampersów, smoczków...
a ludzie jakoś żyli.
Ciężko mi sobie wyobrazić jak kobiety ogarniały wszystko jedną parą rąk.
Czy to rozleniwienie i upraszczanie i zmiana priorytetów nastała teraz...
Np. moja babcia, pięcioro dzieci, raczej sama, na wsi....
pranie, sprzątanie, gotowanie, przewijanie, szycie, zwierzęta, pole...
24 godziny - nie za mało????
I rozrywki chyba nie za dużo,  i rutyna monotonna, i troski i zmartwienia i czasy niełatwe i związek małżeński nie najlepszy...
masakra jakaś
nie pojęte dla mnie.

Ja wprawdzie też sama non stop, ale z mnóstwem pomagaczy i akcesoriów, mam dość w połowie dnia a o godzinie 21 najczęściej śpię już przetyrana. Monotonia dnia każdego, mało czasu dla siebie i jakiejkolwiek rozrywki dobijają nieustannie. A problemy uczucia negatywne tylko potęgują.
I niemalże codziennie jest coś nie zrobionego, bo nie było czasu albo już siły nie starczyło lub też zwyczajnie po ludzku nie chciało się.
Ile jest w stanie zrobić/ udźwignąć  jedna osoba?
Z dziećmi najlepiej zorganizowany dzień czasem jest walką o przetrwanie do wieczora.
Wielozadaniowość jest zaletą, ale może być też zmorą, gdy nawet siedząc w spokoju tak naprawdę w spokoju nie siedzę, bo najlepiej przy okazji wykorzystać czas i zająć czymś ręce. Głowa zajęta jest stale.
A co z siłami fizycznymi? Ile można nosić, ciągnąć, pchać, podrzucać,  podciągać....
A co z psychiką?Ile razy mówić, prosić, negocjować, tłumaczyć...
I najlepiej nie wymagać nic od zmęczonego pracą partnera albo poprawiać to co uda się wymusić żeby zrobił.  I najlepiej mówić, że jest ok mimo, że nie jest. I najlepiej niczego nie oczekiwać.  Być w swojej roli mamy dzieciom tylko.

Ja jestem młoda, mam dwoje dzieci - narzekam, że mi ciężko.
Moje znajome młode mające jedno dziecko - narzekają tak samo.
Moje znajome  młode mające więcej niż jedno dziecko - również narzekają.
Moje znajome starsze mające dziecko - narzekają jeszcze bardziej.
Nie mam znajomych starszych mających więcej niż jedno dziecko.


Do pewnego czasu umniejszałam sobie 'zasług' , będąc przekonana, że przecież taki los wszystkich mam, niektórych nawet jeszcze cięższy. [Np. kobiet kiedyś opisany wyżej]
Ale od jakiegoś czasu przyjmuję nie tylko słowa ale przekaz, który się za nimi kryje...
bo nie jedna mama i nie mama, mówiła jaka to ja jestem dzielna, stwierdzała, że to niezła harówka i że ona rozumie, wyobraża sobie jak to jest. Niejedna kobieta starsza, z którą myślałam, że nie ma co się porównywać obdarzyła ciepłym, współczującym spojrzeniem czy uśmiechem, słowem pocieszenia.
Teraz już nie umniejszam, bo wiele z nich dostrzega ten trud a nie wie nawet o tym, że mój syn się zanosi kilka razy dziennie, moja córka nie jest spokojnym, cichym dzieckiem tylko charakternym wulkanem eksplodującym z różną siłą lecz każdego dnia, że nie mam babci, cioci, niani na zawołanie żeby oddać i mieć spokoju odrobinę , że chwile bez dzieci to ogromna rzadkość nie mówiąc o potrzebach wyższych jak odreagowanie lub odmóżdżenie totalne, chwile szaleństwa lub zaspokojenia próżności, że do poprzedniego tygodnia moja głowa była ciężka od zmartwień samych, że związku nie pielęgnuję wcale i bardzo to jest złe, że mam zakodowane  chcąc nie chcąc poczucie odpowiedzialności za dzieci w 200 %, bo ja sama przez życie idę, że mam ciężki charakter, to też trudno ze mną się żyje nawet mnie samej i w związku z tym, że uwielbiam planować zawsze chcę wszystkiego perfekt a przez to często nie jest perfekt wcale ,że mam depresję oraz nerwicę postępujące niestety...

Dziś pani doktor potwierdziła moje domysły o zmęczeniu materiału, zbyt dużej ilości obowiązków i braku czasu na regenerację. Dodała przy okazji, że jestem za chuda żeby móc podołać codziennym zmaganiom wszelkim oraz że moje nagłe napady gorąca to 'panic attack' do wyguglowania :) sobie w domu, również powiązane z wykończeniem psychicznym. Trafiłam na mamę 3 dzieci pracującą na 2 etatach, dobrze znającą moje przypadłości z własnego doświadczenia...
-------------
Z drugiej jednak strony choć pragnę mieć więcej życia z życia dla siebie nie wyobrażam sobie mieć dziecka od święta a na codzień żyć jakby go nie było, czyli wygodnie... bo czy to są wtedy rodzice???  ( znam taką parę ewenementów)

przeraża mnie także zjawisko "żłobków" przechowalni, które z powodu rosnącego popytu będą niedługo otwarte całodobowo 7dni w tygodniu!

Oraz wizja dzieci - niemowlaków.  W szkołach w Anglii coraz więcej dzieci w wieku 5+ chodzi w pampersach, nie umie korzystać z toalety ani się ubierać!


Świecie dokąd zmierzasz?!
♡♥♡






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz