niedziela, 9 marca 2014

tralala

Było tak.
Koncert Brodka Nosowska Peszek. Obiecałam sobie,  że pójdę, bo inaczej nie daruję sobie. Nie kupowałam biletu czekając na rozwój sytuacji naszej bytowej. A ostatni tydzień nie żyłam. W piątek sprawdzałam dostępność biletów - była znikoma, ale udało mi się jeden jakby zarezerwować.  Mówię sobie 'jeszcze pogadam MCO jak to wszystko zorganizować i czy będę żyć  żeby dojechać.
Historia, którą przedstawię jest prawdziwa i tylko Marta W - K może ze mną konkurować jeśli chodzi o Specyfikę zdarzenia. [ tęsknię za Jej przygodami i myślę coraz częściej o połączeniu sił i wydaniu bestsellera- nielicznym jednostkom takie rzeczy się nie przytrafiają ♥]
Wstaję rano niepewnie. Czuję się chyba nieźle.  Majkel wybywa do pracy do 16.00 jak ustaliliśmy,  czyli w domu będzie koło 17. Wchodzę na stronę żeby kupić bilet zabukowany wczoraj. Nie ma go. Był chyba ostatni i już go nie było.  Panika...szukam w sieci może gdzieś coś.  Dzwonię tu i tam. Każdy kto miał już nie ma. Panika. W końcu trafiam na Gosię na twitterze.Ma bilety. Szybko się rejestruję, bo nie mam konta i piszę. Jest fartem się udało.  Będę miała bilet!!! Z karty kredytowej zapłacony,  ale nieważne pójdę na zmywak gdziekolwiek.  Muszę jechać odebrać bilet do Gosi i dopiero na koncert. Mieszka niedaleko miejsca koncertu. Nie będzie źle z dojazdem. Planowany czas operacyjny ok.2h. W południe dopada mnie kryzys. Znowu 'przyjaciel potrzebny od zaraz' to wc. Faszeruję się lekami. Już teraz nic mnie nie powstrzyma. Nawet córka ma i Jej 1000 pomysłów wszelkich uchodzą, bo matka podekscytowana. Szykuję się. Zabrakło majtasów mi. Wcisnęłam się w Hańczyne ledwo, bałam się iść bez przy moich rewolucjach żołądkowych.  Majlek ma być niedługo. Nie będzie.  Nowa praca, boss  (Hanni) ma przyjechać nie wiadomo kiedy. Panika. Majlek będzie o 18. No dobra wyjdę po niego z dzieciakami niech mnie zapakuje do pociągu, na prędko powie jak z moją orientacją w terenie 1. dojechać 2. wrócić do domu. Wysiadł nie tam gdzie trzeba. Mówiłam wyraźnie i po polsku, ale on już tylko po angielsku chyba rozumie. Jest o 18.20. Nic nie tłumaczy bo mam już pociąg. Patrzę na dzieci jakby ostatni raz. Biegnę.  Prawdziwy survival. Ratuje mnie tylko GPS, koniec języka za przewodnika, umiejętność czytania i Łud szczęścia.
Jestem na London Bridge i co dalej. Sprawdzam dopytuję jadę.  Wysiadam. Nie ma zasięgu. , więc mojego nawigatora też nie. Dzwonię do Gosi. Onanie woe gdzie ja jestem. Dopytuję.  Za wcześnie wysiadłam.  Pierwsza gafa. Wracam. Jadę 2 stacje. 'Sorry tube is not going further'. Nie wytrzymam! Panika.  Brak GPS.  Mój Ci On zajęty. Biegam to tu to tam. Wiem co dalej.  Ok. 19.30. Już grają, śpiewają beze mnie... Gosia się martwi. Wysiadam na docelowej stacji. Dzwonie do Niej. Tłumaczy jak mam dojść.  10minut. Biegnę.  Ciepło,  że mogłabym w krótkim rękawku samym być.  A ja kurtka i apaszka. Dżizys... o dziwo szybko trafiam na ulicę Gosi. Brak numeru jej domu. W którą stronę teraz? Jej prawo to moje prawo czy lewo?! Jestem. Dostaję bilety dwa. Bo ona nie skorzysta a ja może sprzedam sobie. Wydrukowała mi mapkę i stacje jak jechać dalej. ♥ 'Jeju podziwiam Cię dziewczyno'. 20. 20 ruszam dalej. Cholera żebym chociaż na dwie zdążyła!!! Następny etap to jakieś 15 minut max. Niestety pociąg cancelled. Czekam na następny. 21.25 wsiadam. Żeby chociaż zobaczyć końcówkę Nosowskiej... [miały występować Peszek →Nosowska→ Brodka]. Jestem na miejscu. Polaków palących liczba olbrzymia. Przerwa. Chwilę przed ze sceny zeszła Peszek. Nosowska była pierwsza.....zaraz Brodka.
Kubek wody darmowej mnie ratuje. (Tak powinno być wszędzie!!!)
Brodka troszkę mnie uśpiła najpierw repertuarem ale później było fajnie!  Jak Śpiewała SAUTE to zatęskniłam za Martą W-K raz jeszcze a w ogóle to fajnie jakby Bieniaczek mój był ze mną wczoraj. kiedy było to skakanie po trzepakach na juwenaliach żeby Nosowską zobaczyć. .. jakbym miała kasę to bym Jej zasponsorowała. ♥ Droga powrotna  1h 40 minut. Bezproblemowo.
Udało się!!!byłam!!! nie ma rzeczy niemożliwych. Nie było łatwo, ale dałam radę.
Urosłam w swoich oczach do 2metrów!!!
nie ma łatwo. , ale też nie ma tego złego. ..i jeszcze ain't no mountain high enough....
tralalala
♡♥♡










2 komentarze:

  1. Niunia, no takie rzeczy to tylko Tobie mogą się przytrafić faktycznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Napiszę kiedyś książkę. ..:-D

    OdpowiedzUsuń