poniedziałek, 21 kwietnia 2014

minimalizm ułatwia życie

Jak bardzo przyzwyczajamy się do przedmiotów.  Rozleniwiamy,  uzależniamy.
Przywykliśmy już do otaczania się pomagaczami a także mnóstwem bibelotów, ubrań, gadżetów.
Zwróciłam na to uwagę,  bo przyjechałam do Londynu z garstką ubrań. Nie mamy telewizora ani wielu mebli, sprzętów.
I wcale mi ich nie brakuje tak naprawdę.
Ubrań jest wystarczająco by mieć co założyć. Ubieram najczęściej te same, ulubione.
15 par butów nie miałabym gdzie schować.
Telewizor zastępuje mi Internet,  z tą przewagą,  że sama wybieram co chcę oglądać.
W kuchni pare talerzy i szklanek, komplet sztućców, jedna patelnia. Póki co nie mamy dużego garnka a więc więcej pieczemy niż gotujemy i tyle.Nie posiadamy nadal stołu [choć to element niezbędny akurat] co moja znajoma przekuła na pozytyw. Mianowicie egzotyka posiłków jedzonych na podłodze podobnie jak  robią to Azjaci. ;-)
Bez dużej ilości mebli w mieszkaniu jest więcej przestrzeni, światła no i mniej kurzu.
Minimalizm w pełnym wydaniu ;-)
Najważniejsze to w mojej opinii uświadomić sobie czego naprawdę potrzebujemy. To nie rzeczy stanowią o nas.
Mało tego, wyzwolenie spod tysiąca akcesoriów przywraca kreatywność.
Dodatkowo takie zachowanie generuje oszczędności.
A jeśli już nabywać to dobrej jakości. Jak mówią Francuzi, z szacunku do siebie.
Zauważyłam, że wielu wybitnych, trochę ludzi majętnych żyje skromnie, widząc bogactwo gdzie indziej niż w przedmiotach.
Prostota. Harmonia. Ład.
♡♥♡

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz