poniedziałek, 14 kwietnia 2014

powracam!

Syndrom uzależnienia od internetu.
Mam. Posiadam.
Niby wolna a zniewolona.
2 tygodnie przymusowego odwyku  [naprawdę wybitnie przyciągam nie sprzyjające okoliczności jak magnes]- dobrze i niedobrze.
Odstawienie zniosłam o dziwo dobrze, choć myśl o tym, że przegapiam to to i to towarzyszyła często.
Znak czasów.  Czytałam kiedyś, że to zjawisko staje się normą w dzisiejszym świecie a będzie niestety gorzej... nieustanna chęć śledzenia, doinformowywania, publikowania.
Jednym słowem świat realny zamieniany ( świadomie lub nie do końca)
na wirtualny.
Jestem przyznaję ofiarą tej tendencji. Sieć wciąga mnie czasem bez opamiętania. Minuty zamieniają się w godziny i stale poczucie niedosytu. Nie mamy telewizora - notabene nie tęsknię za nim, może chwilami [gorzej z Majkelkiem ;-)] - więc internet to moje okno na świat. Z jednej strony plusem jest fakt, że to ja wybieram co chcę oglądać i w jaki sposób, z drugiej jednak nie bardzo udaje mi się kontrolować czas.
Na odwyku postanowiłam, że wyznaczam sztywne  godziny obcowania z moją używką. Tak właśnie.
To pisałam ja, niewolnica sieci.
♡♥♡

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz