piątek, 25 kwietnia 2014

jak to jest...

Osobowość dziedziczymy czy nabywamy?
Zaintrygował mnie pewien artykuł, w którym padło stwierdzenie, że to nie kwestia genów jest za nią odpowiedzialna jak dotąd uważano.



Jak to się rozkłada procentowo?
co ciekawe pewni badacze Japońscy doszli do wniosku, że osobowość zależy także od grupy krwi, ale to taka dygresja mała.


Podano, że nasza osobowość kształtowana jest przez środowisko,  a interakcja odbywa się stale.
Zwrócono mocno uwagę na pierwsze 6 lat życia człowieka. Są wg badaczy kluczowe w tworzeniu Uwarunkowań/ wzorców. Główne czynniki: 1. troska rodziców we wczesnym okresie życia 2. pozycja w rodzinie 3. czułość, okazywanie uczucia rodziców 4. dzieciństwo rodziców.


-----------------------------------
Biorąc za przykład siebie zaczęłam się mocno zastanawiać.
Gdyby była dziedziczna w większości to na pewno byłabym gorszą odmianą siebie.  Wnioskuję z cech/wad/słabości/ skłonności moich rodziców oraz przodków.
Dom i wychowanie, przekazywanie wartości przemilczę. [pewne zasady zostały na całe szczęście wpojone mi we wczesnym dzieciństwie, to na ich bazie wypracowywałam sobie kolejne już]
Gdyby kształtowało mnie  przede wszystkim otoczenie, myślę, że również nie byłabym tą Marleną, gdyż do pewnego momentu było bardzo mocno zróżnicowane. Podatność małoletniej głowy na bodźce różnorakie jest niebezpiecznie ogromna, lecz mimo pomyłek - raczej w porównaniu z gdzieś tam usłyszanymi historiami wypadam i tak na anioła - dokonywałam z perspektywy czasu niezłych decyzji. Dopiero z biegiem czasu uczyłam się selekcjonować krąg znajomych i tak dalej.
To jaka jestem uważam intuicyjnie/ dzięki inteligencji/ nie wiem jak to nazwać zawdzięczam temu co mam w głowie.  Moim opiniom, moim błędom, mojej wiedzy, odbioru środowiska i wyborowi najlepszej według mnie opcji.
Pewne zwyczaje, nauki oczywiście wpojono mi we wczesnym dzieciństwie,  ale w okresie nastoletnim byłam zdana sama na siebie i swój rozum.  Niesprawiedliwie oceniana,  raniona słowami jak i  obojętnością. W towarzystwie rozżalenia, pustki, rozpaczy. Zdana na łaskę lub nie łaskę innych. Potrzebująca uczucia oraz akceptacji. Nie było przewodnika, opiekuna. Szukałam ich sama. Dobierając według uznania. Towarzystwo szkolne było różne.  Nikt się nie interesował z kim przebywam. Mogłam się stoczyć,  popełnić wiele błędów i głupstw, których nie popełniłam. Sama ustalałam reguły, nakazy, zakazy.
Jak na dziecko pozostawione samo sobie,  błądzące w ciemnym labiryncie, w trudnym bardzo czasie - jestem z siebie dumna.
Ja jak i mój brat z wyboru ♥  kierowaliśmy się własnym rozumem jako filtrem na życie.  Wybraliśmy ścieżkę,  którą chcemy iść i jest to droga dobra. Pomogła nam rodzina, czyli  przyjaciele pojawiający się w naszym życiu, którzy "zastąpili" najbliższych. U nich podpatrywaliśmy codzienność, normy, relacje panujące w ich domach. To była nauka, lepsza niż ta w szkole, bo dla nas najistotniejsza. Żeby wiedzieć co dalej, w jaki sposób, co się liczy.
Bardzo cenię ludzi podobnych do nas... takich co mimo przeciwności stali się nieprzeciętni. Próbują  wydostać się z bezsensowności, zmienić zasady im narzucane, nie powielają patologii, dysfunkcyjności itp. To dzięki ich charakterowi, osobowości, mądrości.


Dochodzę do wniosku, iż autentycznie "każdy jest kowalem własnego losu" mimo wszystko,  zganianie odpowiedzialności na wszystko/ wszystkich dookoła jest nie zasadne. Negatywne uwarunkowania w większym lub mniejszym stopniu nosi w sobie każdy człowiek,  cechy charakteru mogą być wadami, ale to my tym wszystkim "zarządzamy". Zawsze występuje czynnik taki jak fart/zbieg okoliczności wpływający na pewne sytuacje. Niemniej jednak każdy z nas ma  największy wpływ na to co robi, jak myśli, jak żyje.

Osobowość nabyta uwarunkowana nieco genealogią, uzależniona od zawartości głowy.
 Nie wiem czy to odpowiedź na to iście  skomplikowane pytanie, ale to moja odpowiedź.
♡♥♡

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz