piątek, 27 lutego 2015

blue valentine

prawdziwy do bólu





 

Muszę tu coś dopisać.
Tak to jest, że związki najfajniejsze są zawsze na ich początku i końcu - z wiadomego względu....coś się dzieje.
A co jest między? Przeważnie rutyna, masa obowiązków, nuda, dzieci lub nie, pilne sprawy, chwile wspaniałe oraz te niemiłe, kłótnie, separacje itp itd.
Ludzie tracą wiarę w związek, uczucie swoje a także drugiej osoby, tracą zainteresowanie. Zaczynają się rozterki, wątpliwości, dylematy, zdrady, próby ratowania, przywracania uczuć.
Albo trwają poddani losowi albo coś zmieniają. Najczęściej partnera.
Oczywiście jednym parom jest łatwiej wytrwać niż innym, zachować tajemnicę siebie, stale imponować czy coś w tym rodzaju, ale chyba jednak wszystkie kiedyś to dziwne uczucie nicości dopada.
I co z tym począć?
Osobiście myślę, że najważniejsze to zrobić coś. Nie tkwić w marazmie/nadziei, że za chwilę, za rok, kiedyś.
Wsłuchać się w siebie.
Bo ile można udawać, robić coś na siłę, ranić siebie i innych, marnować czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz