wtorek, 17 lutego 2015

najważniejsze

 http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/11583,1,rozmowa-z-prof-leszkiem-kolakowskim-filozofem.read


 ---------------------------------------
A gdyby jednak miał pan wybrać jedno dobro najważniejsze w życiu, to co by pan powiedział?

Najchętniej bym milczał. Ale gdyby mi pan zaczął wyrywać paznokcie albo gdyby mnie pan solidnie przypiekał, to pewnie - nie robiąc z tego żadnej sztywnej doktryny - powiedziałbym, że wśród dóbr ważnych w życiu na pierwszym miejscu jest przyjaźń. Bo w każdym ludzkim życiu jest tyle nieszczęścia, bólu, cierpienia, załamań, niepowodzeń, że bardzo trudno zmagać się z nimi samemu. Nikt nie może uniknąć w życiu niepowodzeń! Zawiedzionych ambicji, aspiracji, marzeń, cierpień zawinionych lub niezawinionych. Cierpienie właściwie wciąż nam towarzyszy. Jest o cierpieniu sławne zdanie Epikura: „Męczarnia nie do zniesienia jest krótka, a męczarnia długa jest do zniesienia". Więc te cierpienia, które wciąż nam towarzyszą, są do zniesienia. Ale są. I musimy je znosić. A to nam przychodzi łatwiej, kiedy mamy przyjaciół.

Bo nam mogą pomóc?

Bo kiedy wiemy, że inni są z nami, jesteśmy bardziej odporni na zło tego świata. Widzimy, że są ludzie, dla których nasze niepowodzenia, cierpienia są też ich niepowodzeniami i ich cierpieniami, więc czujemy się lepiej, mamy więcej siły i odwagi. To nas pociesza i umacnia również z tego powodu, że kiedy zrobimy coś złego - a to każdemu się zdarza - przyjaciele jednak nie stracą do nas zaufania i wciąż będziemy w nich mieli oparcie. My także nie tracimy do nich zaufania, nie zawieszamy przyjaźni wiedząc przecież, że są niedoskonali. Bo w odróżnieniu od miłości, przyjaźń nie idealizuje. Jeżeli jest coś takiego jak dobre ludzkie życie, to jest to chyba właśnie życie wśród przyjaciół, którzy się wspomagają. Potrzebujemy do życia osób, na które możemy bez zastrzeżeń liczyć i którym możemy ufać, o których wiemy, że nas nie oszukają, nie zdradzą, pomogą w potrzebie i że my powinniśmy im pomagać, służyć w biedach, które przecież każdego spotykają i które bez przyjaciół bardzo trudno jest przetrwać. Co więcej - przyjaźń to jest dobro, które w bardzo dużym stopniu zależy od nas. Możemy je sami własnym wysiłkiem utkać. Bo przyjaźń to więź zaufania, którą każdy z nas może wokół siebie budować. A zaufanie pomaga. Nie tylko takie szczególne zaufanie, jakie łączy przyjaciół. Oczywiście nie możemy mieć pełnego zaufania do wszystkich. To jasne. Ale warto mieć presumpcję dodatnią, kiedy kogoś po raz pierwszy widzimy.

Czyli ufać obcemu na kredyt?

Raczej ufać z zasady. Bo bardzo niedobrze jest żyć w stałym przekonaniu, że każdy mnie może oszukać, wykiwać, wyzyskać i muszę bezustannie mieć się na baczności. Smutno jest spędzać życie wciąż nieufnie rozglądając się wokół. Przyjemniej jest być ufnym.

To brzmi dość naiwnie, a może i niebezpiecznie.

Może. Ale tak jest lepiej. Pewnie, że nie raz się rozczarujemy, ale lepiej jest czasem zostać oszukanym, niż spędzić życie w ciągłej nieufności. A poza tym nasze zaufanie czyni innych lepszymi. I nas też czyni lepszymi.

Ale przyjaźń to nie jest tylko zaufanie. Pan wierzy w przyjaźń poza interesami?

Oczywiście. Najłatwiej jest się prawdziwie zaprzyjaźnić z ludźmi, z którymi nie łączą nas żadne interesy.

Każdy by chciał mieć przyjaciół takich, na których może liczyć w najczarniejszej godzinie, ale mało kto jest pewien, że ich ma naprawdę. Skąd wziąć takich przyjaciół?

Prawdę mówiąc to chyba jest kwestia przypadku. Całe życie jest nieustannym ciągiem nieprzewidywalnych przypadków. Tak musi być i tak zapewne jest dobrze. Wielu rzeczy nawet nie trzeba próbować zrozumieć. Jest pewnie jakaś łączność duchowa, która powoduje, że z kimś się zaprzyjaźniamy, a z wieloma innymi to się nigdy nie uda, żebyśmy nie wiem jak często się z nimi spotykali. Trudno powiedzieć, dlaczego tak się dzieje, ale każdy potrafi przecież z grubsza powiedzieć, z kim się zaprzyjaźnić nie może. Ja na przykład nie mógłbym się przyjaźnić z ludźmi, których pożera żądza uczestniczenia we władzy. Nie dlatego, żebym ich źle oceniał. Nie oceniam. Mogę ich nawet polubić, spotykać się z nimi, rozmawiać. Ale się nie zaprzyjaźnię. Bo nie czuję bliskości. To chyba jest dość banalne.

Tak i nie. Bo jednak czuję coś niezwykłego, gdy słyszę od pana - z perspektywy całego pańskiego życia - że najważniejsi są właśnie przyjaciele. Czy panu się w życiu ta zasada pierwszeństwa przyjaźni sprawdziła?

Pewno nie raz. Ale nie potrafię podać konkretnego przykładu.

Miał pan przecież w życiu wzloty i upadki. Choćby kiedy wyjechał pan z Polski, to łatwo nie było. Sprawdzali się wtedy przyjaciele? Pomogli?

Pewnie, że pomagali. Ale jak teraz zacznę o tym opowiadać, to będę musiał mówić, jak bywało trudno. A nie chcę się skarżyć. Próbujmy raczej nie skarżyć się na życie. Jeżeli możemy, to trzymajmy się dzielnie. Nie krzyczmy, jaki świat bywa dla nas niedobry. Bo urągając na niegodziwość świata, częściej wystawiamy się na pośmiewisko, niż doznajemy pomocy.

A przyjaciele się wtedy nie objawiają?

Objawiają się, jeżeli samemu jest się gotowym na przyjaźń. Bo przecież są też ludzie, którzy się boją przyjaźni, którym się wydaje, że mieć przyjaciół, to narażać siebie na życiowe wydatki, wysiłki, niewygody, bez których można się obejść. Tacy ludzie sami się unieszczęśliwiają. I trudno. Pewnie nie można im pomóc. A na przyjaciołach oszczędzać nie warto. Mało który wydatek tak bardzo się opłaca.

Czy w istocie przyjaciele dlatego są najważniejsi, że przyjaźń to strefa wyłączona z ogólnych zasad międzyludzkich relacji? Bez rywalizacji, bez racjonalności, bez oceniania, szeregowania, interesowności.

Nie wiem, czy można prosto powiedzieć, dlaczego. To jest po prostu wzajemny stosunek ludzi, którzy sobie całkowicie ufają. Nie uważają, że ten drugi ma być bezgrzeszny i doskonały, ale sobie naprawdę ufają. Przyjacielowi można się zwierzyć, jeśli nam tego potrzeba, przekazać obserwacje, poradzić się bez obawy śmieszności. Z przyjaciółmi czujemy się zupełnie bezpieczni. Nie ma w życiu niczego ważniejszego. Przyjaciel to człowiek, na którego możemy liczyć bez względu na wszystko. Przyjaciel nawet nie musi nam wybaczać. Są grzechy czy występki tak okropne, że nawet przyjaźń zepsują. Ale normalne winy jej nie psują. Zepsułyby znajomość, a przyjaźni nie psują.

A miłość?

Miłość między kobietą a mężczyzną to jest większy kłopot. Tam też jest poczucie, że nie ma potrzeby wybaczenia. Też wybaczamy, ale w sposób naturalny, spontaniczny. Tłumaczymy, bronimy, a nie oskarżamy. Tak jak wybaczamy sobie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz