poniedziałek, 8 grudnia 2014

co za szczęście, co za pech

W tamtym roku wszystko było nie tak jak powinno.
Dla mnie celebrowanie to znaczy zgromadzenie ludzi, których kocham, lubię,  szanuję by dzielić chwile wyjątkowe. Wyjątkowo ulotne.
W tamtym roku nie było najbliższych sercu memu.
Tort Majkelowi nie wyszedł  mimo ogromnych starań i prób dwóch.  Musiał być na prędce kupiony gotowiec.
Radości wielkiej nie było.
Bo to były pierwsze Jego urodziny. Pierwszy i ostatni w życiu raz. I wszystko powinno być idealne.
On nie będzie pamiętał oczywiście, ale My tak.
I Hani mej urodziny pierwsze były inne, lepsze.
Trudno.
Dlatego w tym roku musiały być i muszą  być wspaniałe.
Byli prawie wszyscy nasi najbliżsi tu ludzie. Dziękujemy kochani ♥
Był tort pyszny - udany.
I Miś mój ekscytujący się każdą sekundą, prócz tych w których spał.

Oto jak było w skrócie i nie wyraźnie,  bo nie dało się uchwycić pozy statycznej jubilata.
























Tak było rok temu.
Zdjęć było więcej,  niestety przepadły w elektronice bezpowrotnie.




Pierwszy prezent Syna mojego - kopara.



W tym roku też jest :)


------------------------
Jestem ekstremalnie people person i nic na to nie poradzę! Bez ludzi nie mogę nic.
Teraz czekam na spotkanie ze wszystkimi moimi w rodzinnym mieście.
Oczywiście tęskniąc za tymi i do tych, którzy tu pozostają.





♡♥♡

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz