No to jesteśmy.
Jak zawsze masa przygód, pecha, stresu, krzyków dzieci.
Planowo mieliśmy być o 15 przywitani przez stęsknionych dziadków na lotnisku - wyszła godzina 3 w nocy po zjechaniu całej Warszawy i połowy Łodzi.
Aj...
Pierwszy tydzień wygląda tak:




















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz