poniedziałek, 15 grudnia 2014

bez liku

 No to jesteśmy.
Jak zawsze masa przygód,  pecha, stresu, krzyków dzieci.
Planowo mieliśmy być o 15 przywitani przez stęsknionych dziadków na lotnisku - wyszła godzina 3 w nocy po zjechaniu całej Warszawy i połowy Łodzi.
Aj...
Pierwszy tydzień wygląda tak:





















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz