niedziela, 6 lipca 2014

a może morze...



Po 2 latach nieustannych wyrzeczeń i problemów mniejszych lub większych, ale
trwale towarzyszących Nam, stwierdziliśmy,  że ponad wszystko potrzebujemy odpoczynku/ oderwania od rutyny dnia każdego.  Wakacje kilkudniowe dla nas i dla dzieci. :)  choć ciągnie mnie okrutnie do miejsc nieznanych, zwiedzania,  obcowania z nowym, tym razem pasuję. Życie nasze mocno skomplikowane zwłaszcza w pierwszych miesiącach życia w Anglii dało nam popalić,  odczuwamy to fizycznie ale przede wszystkim psychicznie, dlatego też jedziemy się resetować. Hania chciała nad morze, na plażę,
my wybraliśmy kraj...tak więc Gdańsk nadlatujemy!!!

Pierwszy raz z Hanią nad ojczyste morze. Pierwszy raz z obecnym z nami ciałem Julkiem. (w   Turcji towarzyszył nam jako malutka fasolka) Jedziemy na wybrzeże,  do którego mam ogromny sentyment. I tyyyyyyle wspomnień...


10 dni z "Morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drzew".




[Nie było by to moje życie szalone gdyby nie coś.  Tym razem na tydzień przed wylotem okazało się, że .... nie kupiliśmy biletów mimo, że wszystko ba to wskazywało. Na chwilę więc się zestresowaliśmy by okazało się, że bilety są w tej samej cenie nadal a My mamy wspaniałą kartę kredytową w rękawie.  Nie zawahaliśmy się jej użyć. :)  no a Mały Mój gorączkuje...]
----------------
Uroczystości wszelkie przesuwamy w czasie. Będziemy świętować raz a porządnie w grudniu.
Wtajemniczeni będą wtajemniczani dalej.
♡♥♡


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz