środa, 13 stycznia 2016

less stress?!#$@&*^









pępowina odcięta.
Synuś mój Synuś zaczyna nowy etap.
Cieszę się i smucę jednocześnie...

//Aktualizacja - miałam złe przeczucie od drugiego dnia, bo pierwszego przepełniał mnine stres związany z pierwszym dniem przedszkola i całokształtem tej zmiany. Coś mi nie pasowało w podejściu opiekunek....no i Oluś mo nie był szczęśliwy. Ktoś powie pierwsze dni są zawsze trudne, trzeba przeczekać, dziecko potrzebuje się przystosować. Ok. Mimo, że nawet te pierwsze dni płakałam razem z nim, mijające tygodnie były pełne łez jednakowo. I ja znam moje dziecko i mam to czucie w środku, no i niestety mam zaczęłam też nową pracę więc nijak zrezygnować natychmiastowo bez innej alternatywy. 3 miesiące trwały męki nasze - jedyne pocieszenie, że to były 3 dni tygodniowo nie 5. Wkońcu tata zaprowadzając Synka był świadkiem tego o czym mówiłam Mu cały czas i Ola nie zostawił. Ja złożyłam rezygnację w pracy. Był to koniec tej traumatycznej przygody. Na szczęście doszłam do porozumienia z miejscem pracy co wyszło nawet lepiej niż początkowe warunki zatrudnienia. Miś mój był inny. Wycofany, przestraszony, smutny. Trochę nam zajęło żeby wrócił ten otwarty, uśmiechnięty chłopczyk.
Drugie przedszkole to totalny strzał w dziesiątkę. Oddane, ciepłe i doświadczone, pełne zaangażowania kobiety, stymulujące miejsce - dużo swobody i różnorodności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz