niedziela, 12 stycznia 2020

Oli - 7

Mój synku,

pojawiło się z nienacka i atakowało powoli....
Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego co się dzieje i jak poważne jest to co Cię zaczęło męczyć.
Sytuacja dziwna, wiążąca ręce, wyciskająca łzy z oczu w bezsilności, niewiedzy, strachu, ogromnym bólu. Pogarszająca się z dnia na dzień, z bezsennymi nocami. 'Mamo pomóż'..........
Jaki Ty byłeś w tym wszystkim dzielny, silny i kochany. Mimo niewyspania, zmęczenia, bólu niewyobrażalnego. Obserwowanie tego było najgorszym z możliwych dla matki przeżyć zarazem pięknym i głęboko poruszającym, wzruszającym.
Moje piękne, wrażliwe, dobre serduszko.
Nigdy niezapomne kolejnej cięzkiej nocy, kiedy jużnie miałam siły trzymać łez w środku a Ty widząc mnie płaczącą powiedziałeś:' nie płacz, to jest mój ból nie twój; jak będziesz płakać to będę jeszcze bardziej'.
Mój najsłodszy. I nasze próby znalezienia rozwiązania...
I w końcu okropnie stresujący dla Ciebie czas w szpitalu. Badania, leki, nieprzyjemne doznania.
I wstępna diagnoza. Przygotowywanie na chorobę, z którą każdy boi się zmierzyć. Żaden rodzic nie wyobraża sobie jej u własnego dziecka.
Wspaniała pani doktor wyjaśniała Ci z wielką troską co nas czeka. Opisywała guza przy kręgosłupie, który uciska na mięsnie i kości. Starała się najłagodniej ujażmić ogromny stres, strach i dyskomfort.
Drugi szpitali i szereg przygotowań do następnych badań. Wykończenie, stres, złość, efekty uboczne sterydów - bycie agresywnym fizycznie, wyzywanie. To nie był mój Oluś, i ja to wiedziałam. Przytulałam mocniej, milczałam, miziałam, obiecywałam lepsze jutro, byłam obok cały czas. Starając się być silną. Oparciem dla Ciebie, którego potrzebujesz, choć w środku serce wyło w rozpaczy a umysł pokazywał najgorsze obrazy. Serce złamane na cząstki. I moje niedowierzanie. Wszechogarniająca złość, rozpacz, żałość, poczucie niesprawiedliwości.
Oto on musi przez to przechodzić. Nie da się opisać słowami jak przykro mi było, nie tylko dlatego, że Jesteś moim dzieckiem, ale też wspaniałym chłopcem, pięknym człowiekiem.
Wszyscy dookoła byli dogłebnie przejęci. Nasi znajomi, przyjaciele, Twoi koledzy i koleżanki z klasy, panie nauczycielki. Ukradłeś serce wszystkim pielęgniarkom i lekarkom. Każda powtarzała jaki jesteś mądry,bystry, dojrzały jak na swój wiek, zabawny, miły i dobry. I to najszczersza prawda!
Odczuwając ból ogromny, pozostałeś uroczy, mówiąc dziękuję.
Albo do mnie - 'przepraszam, że na Ciebie krzyczę','nie chciałem tego powiedzieć'.
Jedynym ukojeniem telefon - gry i filmy. Twoja odskocznia. Ważne, że coś.
I czas skanu. Nie chciałeś być pod narkozą. Musiałam Cię okłamać. Bałam się tak jak Ty. Mój ostatni całus na Twoim czole, ocean łez chwile potem i godzina czekania - cała wieczność. Tata niestety nie mógł być w szpitalu z nami. Miał pracować. Na całe szczęście wspaniały przyjaciel Adrian mógł tam ze mną być. Pocieszał, starał się ukoić ból, uspokoić, odgonić czarne myśli. Współczuł i pomagał ze wszystkim gdy ja nie potrafiłam zebrać się do kupy. Bez niego było by mi ogromnie ciężko, wręcz niewyobrażalnie by znieść to oczekiwanie, niepewność, dramat, który nas dotknął. Wszystko czego chciałam to tylko znowu Cię przytulić, a najlepiej już nie wypuścić z rąk nigdy. Bieg milionem korytarzy po telefonie od lekarza. Jeszcze Cię nie wybudzili. W windzie zabrakło mi powietrza żeby wziąć kolejny oddech. Tak bardzo nie chciałam żeby było prawdą co nam powiedzieli dzień wcześniej a zaraz miałam się dowiedzieć. Już bez odwrotu. Cokolwiek by nie powiedzieli. Od teraz miałam być już tylko w jednym kawałku. Walczyć, działać, być ostoją. Przywitałam doktora jednym słowemi i łzami. "Rak?" Był przekonany choć nie w 100%, że nie. Jaka ulga! nie do opisania. Łzy przestały płynąć. Mogłam słuchać co chciał mi powiedzieć. Decyzja do podjęcia. Niełatwa w jego opinii. Dla mnie jedyna słuszna, bo lekarz bardzo doświadczony, szczery, ciepły, ludzki, empatyczny, wszystko pięknie wyjaśnił. Wiedziała, że mogę zaufać. Operacja. Od razu. Żeby oszczędzić Ci kolejnego stresu, dyskomfortu. 20 minut  i wszyscy gotowi. Dokumenty do podpisania, wypunktowane ryzyka, powikłania. Głaskałam Cię po buzi i rączce i szeptałam jak bardzo Cię kocham. Panie anestezjolożki mówiły, że po zygzakach na monitorze widzą, że czujesz, że jestem obok. I znowu musiałam się pożegnać. Tym razem na 5 godzin. Tata z Hanią spóźnili się dosłownie 10 minut żeby też dać Ci buziaka przed zabraniem na salę operacyjną. Razem czekaliśmy na Ciebie. Telefon, że już po i wszystko dobrze. To był tylko i aż krwiak. Jaka jestem i zawsze na zawsze będę!!! Jakie mieliśmy szczęście, że Ten wspaniały neurochirurg akurat i że mógł operować wtedy - w niedzielę, co zdarza się rzadko. Nigdy nie zapomnę. Jak powiedział, wykonywał tylko swoją pracę, ale dla mnie to było coś więcej. Jego stosunek do Ciebie jako dziecka i troska. Częste wizyty po operacji.
Tydzień w szpitalu, lekarstwa, kryzysy, powolny powrót do chodzenia. Powrót do domu - mój strach o Ciebie, gojenie się rany. Rekonwalescencja. Pare dni i już byłeś w pełni sobą. Uśmiechniętym znów, radosnym, energicznym chłopcem, którego teraz trzeba było hamować przed bieganiem, skakaniem, fikołami.
I 2 tygodnie na zorganizowanie urodzin - super fajnych, jak obiecałam, gdy już miałeś dosyć brania tych niesmacznych leków.
Na szczęście wspaniali przyjaciele pomogli a dodatkowo niespodziewanie specjalnie dla Ciebie przyleciała ciocia Ania, głeboko poruszona całą sytuacją. Przyszli Twoi najlepsi koledzy, był Nurf tort, dużo biegania, strzelania, zabawy. Piękne prezenty. Stanęłabym na rzęsach jakby trzeba było, bo zasługiwałeś absolutnie. Za te tygodnie w niewyobrażalnym bólu i dyskomforcie. Za nieprzyjemne badania, igły, lekarstwa operację, cewnik. Tego było dużo. To był pierwszy raz. Ogromne przeżycie.
Mój siedmiolatku życzę Ci zdrówka, bo to najważniejsze absolutnie! Życzę też byś na zawsze został tym kim jesteś - pięknym człowiekiem - w każdych okolicznościach! Nie umiem wyrazić w słowach jak dumna i wdzięczna jestem, że jesteś taki jaki jesteś i do tego mój! Wiele się od Ciebie nauczyłam. Dziękuję Ci. Spełniaj marzenia, dobrych ludzi będziesz miał wokół siebie, bo Ty taki jesteś i nie można Cię nie lubić (ja nie znam nikogo!). Bądź szczęśliwy. Szukaj swojego miejsca na świecie i po prostu żyj, bo żyć pięknie i w zachwycie umiesz od zawsze.
Ten krwiak pozwolił nam wszystkim odkryć nieodkryte zakamarki duszy, zdolności i cechy. Obyśmy już nie doświadczali podobnych trudów...

Mama

2 komentarze:

  1. cieszę się że macie to za sobą życzę zdrowia

    OdpowiedzUsuń
  2. cieszę się że macie to za sobą życzę zdrowia

    OdpowiedzUsuń