sobota, 2 maja 2015

ja nie jestem chwiejna jak brzoza

czemu ludzie potrafią ranić do żywego bez najmniejszych oporów
nie patrząc na moje postrzeganie i wrażliwość
niosąc spustoszenie, godziny smutku i analiz
czy to tylko mnie sprawia trudność wyduszenie słowa krytyki, obrony własnej osoby
mam gruba skórę i wiele pod nią chowam, ale to wyłącznie instynkt samozachowawczy
bo serce wypełnia bluszcz i latami się wije w każdym jego zakamarku
i jak to jest, że najbliższych z najbliższych ranić umiem nie zawsze mimochodem, ale specjalnie a do obcego przykre słowo ciężko wypowiedzieć....
ja serce bym oddała prawie każdemu na tacy bez mrugnięcia okiem
bez fanfar i medali
i każdy od momentu poznania jest mi moim,
 ale to dla niektórych i tak za mało


i coraz wyraźniej widzę kto moim sprzymierzeńcem, kibicem i przyjacielem
a kto po drodze życia się pojawił i gdzieś tam sobie jest, ale nie za specjalnie
bo jak inaczej tłumaczyć lub też wmawiać sobie i bagatelizować jak do tej pory miałam w zwyczaju,
że każdy tak zapracowany, tak zajęty swoimi sprawami, tak daleko, że ciężko raz na jakiś czas napisać dwa słowa, nawet nie pytania o moje sprawy, ale o sobie cokolwiek.
tylko ja piszę do większości osób, którymi się przez lata otaczałam, które szanuję, lubię i uważam warte zachodu...
czemu ja warta zachodu najmniejszego nie jestem???
tylko mnie zależy widocznie, a raczej zależało
bo już koniec
to że uwielbiam ludzi nie znaczy, że o każdego muszę dbać jak jakiś Mesjasz czy wolontariusz i może nawet wbrew ich woli
tak stanowczo jestem za bardzo otwarta do wszystkich
zmieniam swoje życie stopniowo
i jako,że jakość nie ilość
usuwam to co niepotrzebne i kiczowate tak też dokonałam selekcji
kto ważny ale i wartościowy i aktywnie uczestniczący w moim życiu i z feedbackiem
a co pozory, zwykłe znajomości, ludzie fajni, ale zupełnie bez zaangażowania w naszą relację.
rozczarowań nigdy dosyć...
niestety





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz